Źródła

Kompas Kryzysowy

Największy pod względem liczby ofiar kryzys humanitarny na świecie. Ponad 100 grup militarnych na terenie kraju. Nieunikniona klęska głodu, epidemie chorób, które w Europie zostały wyeliminowane lata temu oraz nieludzkie warunki pracy w kopalniach najcenniejszych surowców mineralnych.

 

 

W liczbach

Ze względu na kumulację bardzo różnorodnych czynników, w Demokratycznej Republice Konga ma miejsce jeden z największych kryzysów humanitarnych na świecie. Konflikt militarny trwa tam nieprzerwanie od ponad 20 lat i określany jest mianem najbardziej śmiercionośnego od czasów II wojny światowej. Ze względu na przemoc głód i epidemie, w kraju zginęło już łącznie ponad 5,5 mln. osób. To tyle, ile suma mieszkańców sześciu największych miast Polski - Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania, Gdańska i Szczecina.

DRK jest jednym z największych państw Afryki, zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby ludności, która w 2020 roku przekroczyła już 90 mln; przy obecnym tempie wzrostu ma szansę zbliżyć się w 2050 nawet do 200 mln. Ze względu na centralne położenie na kontynencie afrykańskim, sytuacja w państwie ma istotny wpływ na stabilność całego regionu. Liczne bogactwa mineralne ściągają do kraju międzynarodowe korporacje oraz wzbudzają zainteresowanie innych państw.

 

 

Historia i polityka

Przeszłość kolonialna

 

DRK, w latach 1908 – 1960 kolonia belgijska pod oficjalną nazwą Kongo Belgijskie, stanowiła własność prywatną ówczesnego króla Leopolda II. Okrutne, oparte na terrorze i niewolnictwie rządy kolonialne silnie eksploatowały państwo oraz jego ludność.

Dopuszczalne były morderstwa oraz nieludzkie praktyki tortur, np. karanie odcinaniem kończyn. Szacuje się, że w wyniku represji zginęło wtedy do 15 mln. Kongijczyków, a wydarzenie to określa się obecnie jako ludobójstwo. Po buncie wojskowym w 1944 oraz ostatecznym wycofaniu się Belgów w 1960, wyniszczone państwo pozostawione zostało w stanie ogromnej nędzy i ubóstwa.

Pomimo uzyskanej niepodległości, szybko rozpoczął się wtedy okres rządów autorytarnych oraz miejscowej dyktatury.

 

Pozostałością czasów kolonialnych są również sztucznie wytyczone granice między większością afrykańskich państw.

 

 

DRK uzyskała swój obecny kształt podczas konferencji w Berlinie (1884-1885), w wyniku dążeń oraz ustaleń politycznych europejskich monarchów. Granice nie pokrywają się zatem z podziałami etnicznymi.

W państwie żyje obecnie ponad 250 plemion, posługujących się ponad 700 językami i nie utożsamiających się ze sztucznie utworzonymi narodami - podobnie jak w wielu innych państwach Afryki, głównym poziomem identyfikacji jest identyfikacja etniczna i klanowa. Zapytany o pochodzenie mieszkaniec Kongo udzieli najprawdopodobniej odpowiedzi w oparciu o swoją rodzinę, pojmowaną szerzej jako cały klan, liczący nieraz po kilkaset osób złączonych ze sobą luźnymi więzami pokrewieństwa. W dalszej kolejności znaczenie będzie zaś miała społeczność plemienna - ludzie z którymi łączą go codzienne sprawy oraz wspólne interesy, a najczęściej także pochodzenie etniczne, wyrażające się wspólnotą tradycji oraz podobnym wyglądem fizycznym.

 

 

Naród nie jest więc najważniejszym elementem jednoczącym, a kongijski aparat państwowy nie działa na tyle sprawnie, by zyskać zaufanie publiczne i zachęcić ludzi do respektowania go. Prowadzi to z kolei do błędnego koła, ponieważ państwo, demokracja oraz usługi publiczne nie mają szans funkcjonować lepiej bez dbałości i zaangażowania ze strony obywateli.

Brak zaufania do pomocy ze strony rządu sprawia również, że mieszkańcy dołączają masowo do mniej lub bardziej militarnych organizacji, stanowiących namiastkę państwowej opiekuńczości oraz - w oczach jednostki - szansę na poprawienie swojej sytuacji ekonomicznej. DRK dobrze obrazuje mechanizmy jakie występują w wielu postkolonialnych państwach Afryki, a wywołany nimi kryzys humanitarny jest jedynie jednym z wielu w tym regionie.

 

Reperkusje ludobójstwa w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie, które miało miejsce w 1994 było niezwykle brutalną masakrą na tle etnicznym, w której osoby pochodzenia Tutsi były mordowane przez osoby pochodzenia Hutu.

Podsycanie wzajemnej nienawiści między plemionami sięgało czasów kolonialnych (Rwanda podobnie jak DRK była kolonią belgijską), a jego tragicznym skutkiem stał się studniowy pogrom. Było to wydarzenie bezprecedensowe, które wpłynęło na destabilizację całego, uwikłanego w zależności etniczne, regionu. Hutu, którzy dokonali ludobójstwa na Tutsi, przegrali ostatecznie wojnę i zostali obaleni, zmuszeni więc byli uciekać do okolicznych państw. Liczba rwandyjskich uchodźców wynosiła wtedy blisko 2 mln., z czego większość trafiła właśnie do DRK.

DRK okazała się idealnym azylem, ponieważ brakowało tam wówczas silnej władzy, a rząd nie kontrolował niektórych części terytorium kraju. Korzystając z dużych swobód wywołanych destabilizacją państwa, Hutu zaczęli tworzyć zorganizowane oddziały bojowe chcieli bowiem wrócić do Rwandy i ponownie odbić władzę z rąk Tutsi. Otworzyło to drogę różnym innym bojówkom i paramilitarnym organizacjom, które także zaczęły powstawać na terenie DRK.

Podobnie jak oddziały Hutu, także i inne organizacje tworzyły się najczęściej w obrębie jednej grupy etnicznej, a niekiedy wspierane były nawet mniej lub bardziej oficjalnie przez rządy okolicznych państw. W ten sposób powstało również analogiczne ugrupowanie Tutsi, czy mniejszości ugandyjskiej.

 

Wojna domowa

Powstające bojówki rosły w siłę i coraz większą szansę na realizację własnych interesów zaczęły dostrzegać w przejęciu władzy nad konkretnymi częściami samego DRK. Celem przestały być przygotowania do walk na terytoriach innych państw, czy odbijania władzy z rąk tamtejszych rządzących, co wydawało się trudniejsze oraz mniej strategiczne. Doprowadziło to do konfliktu interesów poszczególnych ugrupowań i zapoczątkowało starcia pomiędzy nimi. Pojedyncze incydenty zbrojne przeradzały się stopniowo w coraz bardziej otwartą walkę.

Od 1998 do 2009 nieprzerwanie toczyła się regularna wojna domowa, która pozbawiona była zdefiniowanej linii frontu i miała raczej charakter partyzancki. Skutkiem tego jej ofiarami padała bardzo często ludność cywilna.

Gwałtownym zmianom ulegały również sojusze, zależne w dużej mierze od lokalnych interesów. Oddziały rebeliantów wspierane były niekiedy przez rządy okolicznych państw, a oficjalne władze DRK, pomimo wsparcia dużej części społeczności międzynarodowej, okazywały się wobec nich bezsilne. Porozumienie z 2009 roku, które po licznych próbach zawarcia pokoju zakończyło oficjalnie wojnę, funkcjonuje de facto wyłącznie na papierze, a walki trwają w niektórych rejonach do dziś.

 

Współczesność

Ponad 100 grup militarnych nadal sieje spustoszenie we wschodnich prowincjach kraju (głównie North Kivu, South Kivu oraz Ituri, ale także w południowozachodniej prowincji Kasai) i stanowi śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców.

DRK wciąż jest państwem zdestabilizowanym, brakuje silnego rządu, a grupy militarne posiadają władzę nad częściami terytorium i terroryzują tamtejszą ludność. Zabójstwa, gwałty, rabunki, rekrutacja dzieci do oddziałów oraz zmuszanie lokalnych społeczności do opuszczenia własnych domów, to codzienność mieszkańców niektórych regionów.

 

Zaangażowana politycznie część społeczeństwa podejmuje obecnie próby przeciwdziałania kryzysowi, z którym państwo boryka się od lat. W miastach wybuchają organizowane przez przede wszystkim młodych ludzi protesty przeciwko bierności rządu wobec przemocy we wschodnich prowincjach.

Kongijczycy protestują także przeciwko fałszerstwom podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2019 roku. Były to pierwsze od lat wybory, w których wygrał kandydat opozycji, z dużym prawdopodobieństwem odbyły się jednak niezgodnie z prawem i wygrane zostały w rzeczywistości przez innego, również opozycyjnego kandydata.

 

 

Nowy rząd nie radzi sobie z masowymi protestami, które stara się bezwzględnie tłumić, posuwając się do takich rozwiązań, jak odcinanie na miesiąc dostaw prądu czy Internetu. Sytuacja polityczna jest więc niestabilna, zaś uspokojenie konfliktów zbrojnych wymagałoby stanowczego, dobrze zorganizowanego działania.

 

 

 

Sytuacja humanitarna

25,6 mln. Kongijczyków (to więcej niż cała populacja Australii) potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej, jednak ze względu na niewystarczającą ilość środków, organizacje pozarządowe są obecnie w stanie dotrzeć jedynie do niespełna połowy potrzebujących.

Spośród niezbędnego minimum środków na zaspokojenie potrzeb humanitarnych, zapewnione zostało w 2020 wyłącznie ok. 35% (700 mln$ z 2 mld$.). Pomimo wciąż rosnących potrzeb, liczba ta ma się w przyszłym roku jedynie zmniejszyć. Pandemia COVID-19, osłabiająca globalną ekonomię, uniemożliwia przeznaczenie na przeciwdziałanie kryzysowi większej ilości pieniędzy. Zmniejszają sią także możliwości prywatnych donorów, zaś zapotrzebowanie na pomoc nie tylko nie spada, ale rośnie z większą niż w ubiegłych latach prędkością.

 

Niedożywienie i ubóstwo

Główną przyczyną niedożywienia, którego ofiarą pada obecnie ponad 21,8 mln. mieszkańców, są toczące się we wschodnich prowincjach walki, niestabilność aparatu państwowego, kontrola przepływu dóbr przez organizacje paramilitarne oraz zmiany klimatyczne.

Mieszkańcom takich prowincji jak North Kivu, South Kivu, czy Ituri towarzyszy ciągły strach przed bojówkami, które otaczają wioski, żądając - pod groźbą śmierci - oddania całej posiadanej żywności.

Sterroryzowana ludność pada również ofiarami gwałtów, przymusowych rekrutacji do wojska, a niekiedy morderstw. Osady są plądrowane lub palone, a wykorzystani pod każdym względem mieszkańcy pozostawiani są bez niczego, podczas gdy bojówki przemieszczają się w inne miejsce. Miejsca starć różnych grup militarnych naznaczone są zniszczonymi uprawami oraz zabitymi lub skradzionymi zwierzętami hodowlanymi.

 

 

W wyniku ocieplenia klimatu coraz więcej miejsc ogarniętych jest czasowymi suszami, a coraz więcej gruntów niezdatnych do użytku. Mężczyźni, będący wedle obowiązującego w DRK tradycyjnego modelu rodziny, głównym źródłem utrzymania, tracą pracę, dołączają masowo do bojówek oraz giną na wojnach, pozostawiając ogromne rodziny w tragicznej sytuacji. Mimo że podstawowe produkty są w wielu miejscach możliwe do kupienia, pozostają one często poza zasięgiem mieszkańców, ze względu na zatrważający poziom ubóstwa.

Słabo funkcjonujący aparat państwowy nie jest w stanie kontrolować zgodnego z prawem wypłacania zarobków, pożyczek, ubezpieczeń, czy emerytur, skutkiem czego mieszkańcy pozbawieni są należnych im dochodów i nie oponują, gdy funkcje te przejmowane są przez lokalne organizacje paramilitarne.

 

Epidemie

W kraju szaleją epidemie, a COVID-19 jest tylko jedną z wielu, która pogorszyła jeszcze i tak  jedną z najgorszych na świecie sytuacji zdrowotnych. Od 2018 panuje epidemia eboli, która wciąż odnawia się w kolejnych regionach państwach. Ze względu na brak dostępności szczepionek, panuje również epidemia odry, choroby nieobecnej już w Europie od lat.

Obecnie brakuje jednak środków do zmniejszania skutków COVID-19, zaś przyznawane na ten cel pieniądze skutkują zmniejszeniem dotacji na pozostałe, równie groźne epidemie. Z powodu złych warunków sanitarnych, braku możliwości stosowania podstawowych środków higieny osobistej, słabej dostępności leków i szczepionek oraz odpowiedniej infrastruktury medycznej, walka z chorobami okazuje się niezwykle trudna i trwa od lat.

 

Uchodźcy

W DRK znajduje się obecnie ponad 4,5 mln uchodźców wewnętrznych, a ponad 800 tys. Kongijczyków zmuszonych było szukać pomocy w innych państwach (głównie Angoli i Zambii, ale także innych okolicznych państwach).

Poszczególne prowincje DRK są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu bezpieczeństwa, co daje wielu uchodźcom możliwość znalezienia bezpiecznego azylu w innych częściach własnego kraju. Państwo nie dysponuje jednak środkami wystarczającymi do pomocy uchodźcom wewnętrznym oraz tym, którzy pomimo niestabilności DRK, przybywają wciąż z innych państw (Rwandy, Republiki Środkowoafrykańskiej, Sudanu Południowego i Burundi).

 

 

Najczęściej, w wyniku konfliktów na tle etnicznym, stają się oni zagrożeni we własnym miejscu zamieszkania. Niewielka dostępność informacji utrudnia również racjonalny wybór miejsca, do którego należy udać się po pomoc.

Zarówno Kongijczycy, jak i mieszkańcy okolicznych państw, w sytuacji zagrożenia życia, ratują się po prostu ucieczką do najbliższych, niedotkniętych przemocą miejsc. Stąd przecinające się w nieintuicyjny sposób trasy uchodźcze na przestrzeni całego regionu. Takie obozy uchodźcze jak Lusenda (South Kivu Province), Mole i Boyabu (Sud Ubangi Province), czy Bili (Nord Ubangi Province) okazują się często schronieniami na całe życie. Przeradzają się w trwałe wioski i miasteczka, a ich infrastruktura budowana jest niekiedy od początku z taką myślą.

 

Dylematy społeczności międzynarodowej

W kraju działają obecnie takie organizacje jak Unia Afrykańska (AU), Wspólnota rozwoju Afryki południowej (SADC), Unia Europejska, a przede wszystkim liczne agendy ONZ oraz wiele mniejszych prywatnych lub państwowych organizacji.

Jakakolwiek próba poradzenia sobie z sytuacją oraz przeciwdziałania dalszej eskalacji konfliktu zbrojnego i kryzysu humanitarnego stawia społeczność międzynarodową przed wieloma dylematami. Niektóre części kraju są zbyt niebezpieczne, by mogły tam funkcjonować misje humanitarne, których podstawowym założeniem jest bezwzględne dbanie o bezpieczeństwo własnych pracowników.

Każda, nawet pokojowa, ingerencja wiąże się również z ryzykiem eskalacji przemocy, ponieważ miejscowe siły odbierają ją często jako prowokację. Duże różnice pomiędzy prowincjami uniemożliwiają zaś przeznaczanie na pomoc w DRK większej ilości środków finansowych. W stosunku do liczby mieszkańców całego państwa liczba ofiar kryzysu nie okazuje się wcale tak wielka, a od tego stosunku zależy właśnie podział pomocowych funduszy. Ogromnym dylematem jest również stosunek do kopalń oraz bojkotowania wydobywanych tam surowców.

 

Krwawe minerały

Na terenie DRK znajduje się ogromna ilość bogactw naturalnych, przede wszystkim kobaltu, miedzi, molibdenu i diamentu.

Mają one szczególne znaczenie w branży technologicznej, a przez nas wykorzystywane są na co dzień masowo chociażby w telefonach komórkowych. Kopalnie są głównym sektorem zatrudnienia w państwie i powinny stanowić ogromną część jego dochodu nie dzieje się tak jednak, ponieważ państwo nie kontroluje wszystkich kopalni.

 

 

Kongijskie surowce są niezwykle cenne dla międzynarodowych korporacji. Kupowane po bardzo niskich - w stosunku do europejskiego rynku - cenach dają gwarancję wysokiego zysku. Kopalnie stanowią często ostatnie ogniwa zawiłych łańcuchów produkcyjnych, składających się z wielu firm, należących do różnych osób. Ze względu na skomplikowane zależności handlowe, połączenie konkretnej kopalni z konkretną marką, którą znajdujemy na rynku, nie jest więc proste. Świadomość panujących na miejscu warunków jest bardzo niewielka, a wiążące decyzje kierownicze na szczycie przedsiębiorstw rzadko kiedy są podejmowane w oparciu o nią.

 

Nieludzkie warunki

W wielu kopalniach panują nieludzkie warunki pracy. Pracujący są wyzyskiwani, a ich praca  ma często charakter niewolniczy; w wielu przypadkach wiąże się z narażaniem życia.

Występuje bardzo duża liczba wypadków oraz wysoka śmiertelność. Nakładane odgórnie regulacje nie są w praktyce respektowane. Do pracy zmuszane są często dzieci, a zarobki nie zaspokajają najbardziej podstawowych potrzeb. Standardem jest 14 godzin pracy w ciągu doby, za które dostaje się najczęściej około równowartość 1 dolara.

Brakuje danych pozwalających stwierdzić jak wysoki jest w rzeczywistości wskaźnik śmiertelności. Statystyki nie są w ogóle prowadzone lub nie są jawne, ale często słyszy się o katastrofach, w których ginie po kilkadziesiąt osób. Liczba katastrof wynika z braku zapewnienia podstawowych norm bezpieczeństwa, przeciążania pracowników oraz niezdatnej do użytku, nieremontowanej infrastruktury.

 

 

Kontrola kopalń

Władzę nad poszczególnymi kopalniami posiadają często konkretne organizacje paramilitarne, które utrzymują się z nich, kupują broń i finansują swoją działalność.

Dzięki temu rosną w siłę, wzmacniają swoją pozycję, terroryzują pracowników i pozbawiają ich możliwości ubiegania się o swoje prawa. Kopalnie stają się również przedmiotem walk o wpływy i dochody, których ofiarami padają pracownicy.

Kolejne bojówki, przejmując nad nimi władzę, ustawiają się w roli wybawicieli oraz obiecują poprawę, która najczęściej nie nadchodzi. Problem własności wynika również z podporządkowania niektórych kopalń bezpośrednio koncernom z innych państw, np. Chin, których status legalny nie jest oficjalnie zatwierdzony przez DRK. Przejęcie dużej części dochodów przez organizacje paramilitarne oraz zagraniczne koncerny wiąże się z brakiem dopływu do skarbu państwa pieniędzy z teoretycznie najbardziej dochodowego sektora. Pozbawia to rząd niezbędnych środków do pomocy obywatelom oraz poradzenia sobie z kryzysem, a także możliwości wprowadzania niezbędnych regulacji i napraw.

 

 

Odpowiedź międzynarodowych koncernów

Ze względu na finansowanie zmilitaryzowanych bojówek, pracę w nieludzkich warunkach, wysoką śmiertelność i pracę dzieci, wiele spośród największych międzynarodowych korporacji przestało sprowadzać z DRK jakiekolwiek surowce, próbując w ten sposób przeciwdziałać kryzysowi.

W efekcie jednak, ludzie w kopalniach masowo tracą pracę. Skrajna bieda oraz brak zatrudnienia i perspektywy na jakąkolwiek zmianę powodują  często, że jedyną szansę na przetrwanie zaczynają widzieć w dołączaniu do wiele obiecujących grup militarnych.

Czy bojkotowanie kongijskich surowców odnosi więc pozytywny skutek? Czy lepiej byłoby wobec tego kontynuować kupowanie krwawych minerałów, nazywanych tak ze względu na cenę, którą płacą ludzie przy ich pozyskiwaniu?

Stanowiska w tej sprawie są różne i choć obecnie wiele przedsiębiorstw wycofuje się z wątpliwych miejsc pozyskiwania surowców, trudno powiedzieć, czy tendencja ta nie ulegnie zmianie oraz czy na ich miejsce nie wejdą zaraz inne przedsiębiorstwa.

Perspektywy na przyszłość

Kryzys w DRK nie ulegał w ostatnich latach gwałtownym przemianom. Sytuacja nie pogarszała się wprawdzie drastycznie, ale też nie poprawiała, pozostawiając państwo w stanie konfliktów zbrojnych, chaosu, ubóstwa oraz licznych epidemii.

Czyni to DRK reprezentatywnym przykładem współczesnego kryzysu, trwającego latami, bez końca i bez nadziei na poprawę. Znaczące pogorszenie przyniosło jednak nadejście epidemii COVID-19, której najgorsze skutki dały się na razie odczuć przede wszystkim w sferze finansowania pomocy humanitarnej, oddziałując pośrednio na osoby najbardziej potrzebujące pomocy.

Apogeum epidemii na kontynencie afrykańskim wciąż nie miało  miejsca, a nadejście drugiego szczytu zachorowań przewidywane jest dopiero na pierwszy kwartał 2021 roku.

Czasy po podpisaniu kończącego oficjalnie wojnę porozumienia, charakteryzują również liczne deklaracje dotyczące rozbrojenia ze strony konkretnych bojówek. Rząd toczy z nimi nieustannie rozmowy pokojowe, obiecując - na przykład - miejsca w parlamencie w zamian za demilitaryzację i oficjalne rozwiązanie.

Kolejne organizacje godzą się na rozmowy pokojowe, a nawet podpisują odpowiednie deklaracje, na ich miejsce zaraz pojawiają się jednak następne, a same postanowienia bywają często łamane. Przemoc szerzy się więc ciągle we wschodnich prowincjach kraju, które wyjęte są spod rządowej kontroli. Istnieje również obawa, że przeniesie się ona do okolicznych państw, ze względu na różnorodne pochodzenie etniczne i różne narodowości członków bojówek.

 

 

W miejscach, w których kryzys jest największy, wciąż bywa na tyle niebezpiecznie, że misje humanitarne nie mają nawet szansy tam powstać. Lekarze bez granic – największa medyczna organizacja non-profit, znana z niesienia pomocy nawet w najbardziej niebezpiecznych miejscach - była ostatnio zmuszona wycofać się ze wszystkich wschodnich prowincji DRK, ze względu na eskalację przemocy. W niektórych regionach położonych w innych częściach kraju sytuacja zdaje się jednak stabilizować i powstają długoterminowe plany wycofania z nich misji humanitarnych ONZ.

 

Demokratyczna Republika Konga
27 stycznia 2021

Powrót do Strony Głównej

Powrót do Bazy Kryzysów

W liczbach

Ze względu na kumulację bardzo różnorodnych czynników, w Demokratycznej Republice Konga ma miejsce jeden z największych kryzysów humanitarnych na świecie. Konflikt militarny trwa tam nieprzerwanie od ponad 20 lat i określany jest mianem najbardziej śmiercionośnego od czasów II wojny światowej. Ze względu na przemoc głód i epidemie, w kraju zginęło już łącznie ponad 5,5 mln. osób. To tyle, ile suma mieszkańców sześciu największych miast Polski - Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania, Gdańska i Szczecina.

DRK jest jednym z największych państw Afryki, zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby ludności, która w 2020 roku przekroczyła już 90 mln; przy obecnym tempie wzrostu ma szansę zbliżyć się w 2050 nawet do 200 mln. Ze względu na centralne położenie na kontynencie afrykańskim, sytuacja w państwie ma istotny wpływ na stabilność całego regionu. Liczne bogactwa mineralne ściągają do kraju międzynarodowe korporacje oraz wzbudzają zainteresowanie innych państw.

 

 

Historia i polityka

 

Przeszłość kolonialna

DRK, w latach 1908 – 1960 kolonia belgijska pod oficjalną nazwą Kongo Belgijskie, stanowiła własność prywatną ówczesnego króla Leopolda II. Okrutne, oparte na terrorze i niewolnictwie rządy kolonialne silnie eksploatowały państwo oraz jego ludność.

Dopuszczalne były morderstwa oraz nieludzkie praktyki tortur, np. karanie odcinaniem kończyn. Szacuje się, że w wyniku represji zginęło wtedy do 15 mln. Kongijczyków, a wydarzenie to określa się obecnie jako ludobójstwo. Po buncie wojskowym w 1944 oraz ostatecznym wycofaniu się Belgów w 1960, wyniszczone państwo pozostawione zostało w stanie ogromnej nędzy i ubóstwa.

Pomimo uzyskanej niepodległości, szybko rozpoczął się wtedy okres rządów autorytarnych oraz miejscowej dyktatury.

 

Pozostałością czasów kolonialnych są również sztucznie wytyczone granice między większością afrykańskich państw.

 

 

DRK uzyskała swój obecny kształt podczas konferencji w Berlinie (1884-1885), w wyniku dążeń oraz ustaleń politycznych europejskich monarchów. Granice nie pokrywają się zatem z podziałami etnicznymi.

W państwie żyje obecnie ponad 250 plemion, posługujących się ponad 700 językami i nie utożsamiających się ze sztucznie utworzonymi narodami - podobnie jak w wielu innych państwach Afryki, głównym poziomem identyfikacji jest identyfikacja etniczna i klanowa. Zapytany o pochodzenie mieszkaniec Kongo udzieli najprawdopodobniej odpowiedzi w oparciu o swoją rodzinę, pojmowaną szerzej jako cały klan, liczący nieraz po kilkaset osób złączonych ze sobą luźnymi więzami pokrewieństwa. W dalszej kolejności znaczenie będzie zaś miała społeczność plemienna - ludzie z którymi łączą go codzienne sprawy oraz wspólne interesy, a najczęściej także pochodzenie etniczne, wyrażające się wspólnotą tradycji oraz podobnym wyglądem fizycznym.

 

 

Naród nie jest więc najważniejszym elementem jednoczącym, a kongijski aparat państwowy nie działa na tyle sprawnie, by zyskać zaufanie publiczne i zachęcić ludzi do respektowania go. Prowadzi to z kolei do błędnego koła, ponieważ państwo, demokracja oraz usługi publiczne nie mają szans funkcjonować lepiej bez dbałości i zaangażowania ze strony obywateli.

Brak zaufania do pomocy ze strony rządu sprawia również, że mieszkańcy dołączają masowo do mniej lub bardziej militarnych organizacji, stanowiących namiastkę państwowej opiekuńczości oraz - w oczach jednostki - szansę na poprawienie swojej sytuacji ekonomicznej. DRK dobrze obrazuje mechanizmy jakie występują w wielu postkolonialnych państwach Afryki, a wywołany nimi kryzys humanitarny jest jedynie jednym z wielu w tym regionie.

 

Reperkusje ludobójstwa w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie, które miało miejsce w 1994 było niezwykle brutalną masakrą na tle etnicznym, w której osoby pochodzenia Tutsi były mordowane przez osoby pochodzenia Hutu.

Podsycanie wzajemnej nienawiści między plemionami sięgało czasów kolonialnych (Rwanda podobnie jak DRK była kolonią belgijską), a jego tragicznym skutkiem stał się studniowy pogrom. Było to wydarzenie bezprecedensowe, które wpłynęło na destabilizację całego, uwikłanego w zależności etniczne, regionu. Hutu, którzy dokonali ludobójstwa na Tutsi, przegrali ostatecznie wojnę i zostali obaleni, zmuszeni więc byli uciekać do okolicznych państw. Liczba rwandyjskich uchodźców wynosiła wtedy blisko 2 mln., z czego większość trafiła właśnie do DRK.

DRK okazała się idealnym azylem, ponieważ brakowało tam wówczas silnej władzy, a rząd nie kontrolował niektórych części terytorium kraju. Korzystając z dużych swobód wywołanych destabilizacją państwa, Hutu zaczęli tworzyć zorganizowane oddziały bojowe chcieli bowiem wrócić do Rwandy i ponownie odbić władzę z rąk Tutsi. Otworzyło to drogę różnym innym bojówkom i paramilitarnym organizacjom, które także zaczęły powstawać na terenie DRK.

Podobnie jak oddziały Hutu, także i inne organizacje tworzyły się najczęściej w obrębie jednej grupy etnicznej, a niekiedy wspierane były nawet mniej lub bardziej oficjalnie przez rządy okolicznych państw. W ten sposób powstało również analogiczne ugrupowanie Tutsi, czy mniejszości ugandyjskiej.

 

Wojna domowa

Powstające bojówki rosły w siłę i coraz większą szansę na realizację własnych interesów zaczęły dostrzegać w przejęciu władzy nad konkretnymi częściami samego DRK. Celem przestały być przygotowania do walk na terytoriach innych państw, czy odbijania władzy z rąk tamtejszych rządzących, co wydawało się trudniejsze oraz mniej strategiczne. Doprowadziło to do konfliktu interesów poszczególnych ugrupowań i zapoczątkowało starcia pomiędzy nimi. Pojedyncze incydenty zbrojne przeradzały się stopniowo w coraz bardziej otwartą walkę.

 

 

Od 1998 do 2009 nieprzerwanie toczyła się regularna wojna domowa, która pozbawiona była zdefiniowanej linii frontu i miała raczej charakter partyzancki. Skutkiem tego jej ofiarami padała bardzo często ludność cywilna.

Gwałtownym zmianom ulegały również sojusze, zależne w dużej mierze od lokalnych interesów. Oddziały rebeliantów wspierane były niekiedy przez rządy okolicznych państw, a oficjalne władze DRK, pomimo wsparcia dużej części społeczności międzynarodowej, okazywały się wobec nich bezsilne. Porozumienie z 2009 roku, które po licznych próbach zawarcia pokoju zakończyło oficjalnie wojnę, funkcjonuje de facto wyłącznie na papierze, a walki trwają w niektórych rejonach do dziś.

 

Współczesność

Ponad 100 grup militarnych nadal sieje spustoszenie we wschodnich prowincjach kraju (głównie North Kivu, South Kivu oraz Ituri, ale także w południowozachodniej prowincji Kasai) i stanowi śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców.

DRK wciąż jest państwem zdestabilizowanym, brakuje silnego rządu, a grupy militarne posiadają władzę nad częściami terytorium i terroryzują tamtejszą ludność. Zabójstwa, gwałty, rabunki, rekrutacja dzieci do oddziałów oraz zmuszanie lokalnych społeczności do opuszczenia własnych domów, to codzienność mieszkańców niektórych regionów.

Zaangażowana politycznie część społeczeństwa podejmuje obecnie próby przeciwdziałania kryzysowi, z którym państwo boryka się od lat. W miastach wybuchają organizowane przez przede wszystkim młodych ludzi protesty przeciwko bierności rządu wobec przemocy we wschodnich prowincjach.

Kongijczycy protestują także przeciwko fałszerstwom podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2019 roku. Były to pierwsze od lat wybory, w których wygrał kandydat opozycji, z dużym prawdopodobieństwem odbyły się jednak niezgodnie z prawem i wygrane zostały w rzeczywistości przez innego, również opozycyjnego kandydata.

 

 

Nowy rząd nie radzi sobie z masowymi protestami, które stara się bezwzględnie tłumić, posuwając się do takich rozwiązań, jak odcinanie na miesiąc dostaw prądu czy Internetu. Sytuacja polityczna jest więc niestabilna, zaś uspokojenie konfliktów zbrojnych wymagałoby stanowczego, dobrze zorganizowanego działania.

 

Sytuacja humanitarna

25,6 mln. Kongijczyków (to więcej niż cała populacja Australii) potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej, jednak ze względu na niewystarczającą ilość środków, organizacje pozarządowe są obecnie w stanie dotrzeć jedynie do niespełna połowy potrzebujących.

Spośród niezbędnego minimum środków na zaspokojenie potrzeb humanitarnych, zapewnione zostało w 2020 wyłącznie ok. 35% (700 mln$ z 2 mld$.). Pomimo wciąż rosnących potrzeb, liczba ta ma się w przyszłym roku jedynie zmniejszyć. Pandemia COVID-19, osłabiająca globalną ekonomię, uniemożliwia przeznaczenie na przeciwdziałanie kryzysowi większej ilości pieniędzy. Zmniejszają sią także możliwości prywatnych donorów, zaś zapotrzebowanie na pomoc nie tylko nie spada, ale rośnie z większą niż w ubiegłych latach prędkością.

 

Niedożywienie i ubóstwo

Główną przyczyną niedożywienia, którego ofiarą pada obecnie ponad 21,8 mln. mieszkańców, są toczące się we wschodnich prowincjach walki, niestabilność aparatu państwowego, kontrola przepływu dóbr przez organizacje paramilitarne oraz zmiany klimatyczne.

Mieszkańcom takich prowincji jak North Kivu, South Kivu, czy Ituri towarzyszy ciągły strach przed bojówkami, które otaczają wioski, żądając - pod groźbą śmierci - oddania całej posiadanej żywności.

Sterroryzowana ludność pada również ofiarami gwałtów, przymusowych rekrutacji do wojska, a niekiedy morderstw. Osady są plądrowane lub palone, a wykorzystani pod każdym względem mieszkańcy pozostawiani są bez niczego, podczas gdy bojówki przemieszczają się w inne miejsce. Miejsca starć różnych grup militarnych naznaczone są zniszczonymi uprawami oraz zabitymi lub skradzionymi zwierzętami hodowlanymi.

 

 

W wyniku ocieplenia klimatu coraz więcej miejsc ogarniętych jest czasowymi suszami, a coraz więcej gruntów niezdatnych do użytku. Mężczyźni, będący wedle obowiązującego w DRK tradycyjnego modelu rodziny, głównym źródłem utrzymania, tracą pracę, dołączają masowo do bojówek oraz giną na wojnach, pozostawiając ogromne rodziny w tragicznej sytuacji. Mimo że podstawowe produkty są w wielu miejscach możliwe do kupienia, pozostają one często poza zasięgiem mieszkańców, ze względu na zatrważający poziom ubóstwa.

Słabo funkcjonujący aparat państwowy nie jest w stanie kontrolować zgodnego z prawem wypłacania zarobków, pożyczek, ubezpieczeń, czy emerytur, skutkiem czego mieszkańcy pozbawieni są należnych im dochodów i nie oponują, gdy funkcje te przejmowane są przez lokalne organizacje paramilitarne.

 

Epidemie

W kraju szaleją epidemie, a COVID-19 jest tylko jedną z wielu, która pogorszyła jeszcze i tak  jedną z najgorszych na świecie sytuacji zdrowotnych. Od 2018 panuje epidemia eboli, która wciąż odnawia się w kolejnych regionach państwach. Ze względu na brak dostępności szczepionek, panuje również epidemia odry, choroby nieobecnej już w Europie od lat.

Obecnie brakuje jednak środków do zmniejszania skutków COVID-19, zaś przyznawane na ten cel pieniądze skutkują zmniejszeniem dotacji na pozostałe, równie groźne epidemie. Z powodu złych warunków sanitarnych, braku możliwości stosowania podstawowych środków higieny osobistej, słabej dostępności leków i szczepionek oraz odpowiedniej infrastruktury medycznej, walka z chorobami okazuje się niezwykle trudna i trwa od lat.

 

Uchodźcy

W DRK znajduje się obecnie ponad 4,5 mln uchodźców wewnętrznych, a ponad 800 tys. Kongijczyków zmuszonych było szukać pomocy w innych państwach (głównie Angoli i Zambii, ale także innych okolicznych państwach).

Poszczególne prowincje DRK są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu bezpieczeństwa, co daje wielu uchodźcom możliwość znalezienia bezpiecznego azylu w innych częściach własnego kraju. Państwo nie dysponuje jednak środkami wystarczającymi do pomocy uchodźcom wewnętrznym oraz tym, którzy pomimo niestabilności DRK, przybywają wciąż z innych państw (Rwandy, Republiki Środkowoafrykańskiej, Sudanu Południowego i Burundi).

 

 

Najczęściej, w wyniku konfliktów na tle etnicznym, stają się oni zagrożeni we własnym miejscu zamieszkania. Niewielka dostępność informacji utrudnia również racjonalny wybór miejsca, do którego należy udać się po pomoc.

Zarówno Kongijczycy, jak i mieszkańcy okolicznych państw, w sytuacji zagrożenia życia, ratują się po prostu ucieczką do najbliższych, niedotkniętych przemocą miejsc. Stąd przecinające się w nieintuicyjny sposób trasy uchodźcze na przestrzeni całego regionu. Takie obozy uchodźcze jak Lusenda (South Kivu Province), Mole i Boyabu (Sud Ubangi Province), czy Bili (Nord Ubangi Province) okazują się często schronieniami na całe życie. Przeradzają się w trwałe wioski i miasteczka, a ich infrastruktura budowana jest niekiedy od początku z taką myślą.

 

Dylematy społeczności międzynarodowej

W kraju działają obecnie takie organizacje jak Unia Afrykańska (AU), Wspólnota rozwoju Afryki południowej (SADC), Unia Europejska, a przede wszystkim liczne agendy ONZ oraz wiele mniejszych prywatnych lub państwowych organizacji.

Jakakolwiek próba poradzenia sobie z sytuacją oraz przeciwdziałania dalszej eskalacji konfliktu zbrojnego i kryzysu humanitarnego stawia społeczność międzynarodową przed wieloma dylematami. Niektóre części kraju są zbyt niebezpieczne, by mogły tam funkcjonować misje humanitarne, których podstawowym założeniem jest bezwzględne dbanie o bezpieczeństwo własnych pracowników.

Każda, nawet pokojowa, ingerencja wiąże się również z ryzykiem eskalacji przemocy, ponieważ miejscowe siły odbierają ją często jako prowokację. Duże różnice pomiędzy prowincjami uniemożliwiają zaś przeznaczanie na pomoc w DRK większej ilości środków finansowych. W stosunku do liczby mieszkańców całego państwa liczba ofiar kryzysu nie okazuje się wcale tak wielka, a od tego stosunku zależy właśnie podział pomocowych funduszy. Ogromnym dylematem jest również stosunek do kopalń oraz bojkotowania wydobywanych tam surowców.

 

Krwawe minerały

Na terenie DRK znajduje się ogromna ilość bogactw naturalnych, przede wszystkim kobaltu, miedzi, molibdenu i diamentu.

Mają one szczególne znaczenie w branży technologicznej, a przez nas wykorzystywane są na co dzień masowo chociażby w telefonach komórkowych. Kopalnie są głównym sektorem zatrudnienia w państwie i powinny stanowić ogromną część jego dochodu nie dzieje się tak jednak, ponieważ państwo nie kontroluje wszystkich kopalni.

 

 

Kongijskie surowce są niezwykle cenne dla międzynarodowych korporacji. Kupowane po bardzo niskich - w stosunku do europejskiego rynku - cenach dają gwarancję wysokiego zysku. Kopalnie stanowią często ostatnie ogniwa zawiłych łańcuchów produkcyjnych, składających się z wielu firm, należących do różnych osób. Ze względu na skomplikowane zależności handlowe, połączenie konkretnej kopalni z konkretną marką, którą znajdujemy na rynku, nie jest więc proste. Świadomość panujących na miejscu warunków jest bardzo niewielka, a wiążące decyzje kierownicze na szczycie przedsiębiorstw rzadko kiedy są podejmowane w oparciu o nią.

 

Nieludzkie warunki

W wielu kopalniach panują nieludzkie warunki pracy. Pracujący są wyzyskiwani, a ich praca  ma często charakter niewolniczy; w wielu przypadkach wiąże się z narażaniem życia.

Występuje bardzo duża liczba wypadków oraz wysoka śmiertelność. Nakładane odgórnie regulacje nie są w praktyce respektowane. Do pracy zmuszane są często dzieci, a zarobki nie zaspokajają najbardziej podstawowych potrzeb. Standardem jest 14 godzin pracy w ciągu doby, za które dostaje się najczęściej około równowartość 1 dolara.

Brakuje danych pozwalających stwierdzić jak wysoki jest w rzeczywistości wskaźnik śmiertelności. Statystyki nie są w ogóle prowadzone lub nie są jawne, ale często słyszy się o katastrofach, w których ginie po kilkadziesiąt osób. Liczba katastrof wynika z braku zapewnienia podstawowych norm bezpieczeństwa, przeciążania pracowników oraz niezdatnej do użytku, nieremontowanej infrastruktury.

 

 

Kontrola kopalń

Władzę nad poszczególnymi kopalniami posiadają często konkretne organizacje paramilitarne, które utrzymują się z nich, kupują broń i finansują swoją działalność.

Dzięki temu rosną w siłę, wzmacniają swoją pozycję, terroryzują pracowników i pozbawiają ich możliwości ubiegania się o swoje prawa. Kopalnie stają się również przedmiotem walk o wpływy i dochody, których ofiarami padają pracownicy.

Kolejne bojówki, przejmując nad nimi władzę, ustawiają się w roli wybawicieli oraz obiecują poprawę, która najczęściej nie nadchodzi. Problem własności wynika również z podporządkowania niektórych kopalń bezpośrednio koncernom z innych państw, np. Chin, których status legalny nie jest oficjalnie zatwierdzony przez DRK. Przejęcie dużej części dochodów przez organizacje paramilitarne oraz zagraniczne koncerny wiąże się z brakiem dopływu do skarbu państwa pieniędzy z teoretycznie najbardziej dochodowego sektora. Pozbawia to rząd niezbędnych środków do pomocy obywatelom oraz poradzenia sobie z kryzysem, a także możliwości wprowadzania niezbędnych regulacji i napraw.

 

Odpowiedź międzynarodowych koncernów

Ze względu na finansowanie zmilitaryzowanych bojówek, pracę w nieludzkich warunkach, wysoką śmiertelność i pracę dzieci, wiele spośród największych międzynarodowych korporacji przestało sprowadzać z DRK jakiekolwiek surowce, próbując w ten sposób przeciwdziałać kryzysowi.

W efekcie jednak, ludzie w kopalniach masowo tracą pracę. Skrajna bieda oraz brak zatrudnienia i perspektywy na jakąkolwiek zmianę powodują  często, że jedyną szansę na przetrwanie zaczynają widzieć w dołączaniu do wiele obiecujących grup militarnych.

Czy bojkotowanie kongijskich surowców odnosi więc pozytywny skutek? Czy lepiej byłoby wobec tego kontynuować kupowanie krwawych minerałów, nazywanych tak ze względu na cenę, którą płacą ludzie przy ich pozyskiwaniu?

Stanowiska w tej sprawie są różne i choć obecnie wiele przedsiębiorstw wycofuje się z wątpliwych miejsc pozyskiwania surowców, trudno powiedzieć, czy tendencja ta nie ulegnie zmianie oraz czy na ich miejsce nie wejdą zaraz inne przedsiębiorstwa.

 

 

Perspektywy na przyszłość

Kryzys w DRK nie ulegał w ostatnich latach gwałtownym przemianom. Sytuacja nie pogarszała się wprawdzie drastycznie, ale też nie poprawiała, pozostawiając państwo w stanie konfliktów zbrojnych, chaosu, ubóstwa oraz licznych epidemii.

Czyni to DRK reprezentatywnym przykładem współczesnego kryzysu, trwającego latami, bez końca i bez nadziei na poprawę. Znaczące pogorszenie przyniosło jednak nadejście epidemii COVID-19, której najgorsze skutki dały się na razie odczuć przede wszystkim w sferze finansowania pomocy humanitarnej, oddziałując pośrednio na osoby najbardziej potrzebujące pomocy.

Apogeum epidemii na kontynencie afrykańskim wciąż nie miało  miejsca, a nadejście drugiego szczytu zachorowań przewidywane jest dopiero na pierwszy kwartał 2021 roku.

Czasy po podpisaniu kończącego oficjalnie wojnę porozumienia, charakteryzują również liczne deklaracje dotyczące rozbrojenia ze strony konkretnych bojówek. Rząd toczy z nimi nieustannie rozmowy pokojowe, obiecując - na przykład - miejsca w parlamencie w zamian za demilitaryzację i oficjalne rozwiązanie.

Kolejne organizacje godzą się na rozmowy pokojowe, a nawet podpisują odpowiednie deklaracje, na ich miejsce zaraz pojawiają się jednak następne, a same postanowienia bywają często łamane. Przemoc szerzy się więc ciągle we wschodnich prowincjach kraju, które wyjęte są spod rządowej kontroli. Istnieje również obawa, że przeniesie się ona do okolicznych państw, ze względu na różnorodne pochodzenie etniczne i różne narodowości członków bojówek.

 

 

W miejscach, w których kryzys jest największy, wciąż bywa na tyle niebezpiecznie, że misje humanitarne nie mają nawet szansy tam powstać. Lekarze bez granic – największa medyczna organizacja non-profit, znana z niesienia pomocy nawet w najbardziej niebezpiecznych miejscach - była ostatnio zmuszona wycofać się ze wszystkich wschodnich prowincji DRK, ze względu na eskalację przemocy. W niektórych regionach położonych w innych częściach kraju sytuacja zdaje się jednak stabilizować i powstają długoterminowe plany wycofania z nich misji humanitarnych ONZ.