Kontakt

tel.+48 510 843 657

kompaskryzysowy@gmail.pl

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Wiadomość wysłana - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

przy pomocy 

Źródła

Kompas Kryzysowy

Masowej skali protesty przeciwko aktom przemocy elitarnej policji, określane mianem “nigeryjskiego Black Lives matter”. Nadużycia ze strony funkcjonariuszy zmusiły miliony ludzi do aktywnego sprzeciwu w mediach społecznościowych, wyjścia na ulicę oraz zawieszenia pracy uniwersytetów.

 

 

 

 

 

 

 

 

SARS (Special Anti Robbery Squad) to elitarna policja nigeryjska podporządkowana bezpośrednio rządowi.

Został stworzony do walki z najcięższymi przestępstwami, takimi jak morderstwa czy napady z bronią w ręku. By zwiększyć możliwości działania SARS, otrzymał on stosunkowo dużą swobodę i został niejako wyjęty spod prawa. Działania na własną rękę coraz częściej stawały się jednak wątpliwe i nie miały już tak dużo wspólnego z interesem państwa. Zaczęły napływać coraz liczniejsze oskarżenia, jakoby członkowie SARS dopuszczali się przemocy i łamania praw człowieka. Mieli oni stosować bezprawne aresztowania, przemoc seksualną, a nawet tortury i morderstwa.

 

Część spośród przestępstw jest już obecnie udowodniona, większość z najprawdopodobniej prawdziwych zarzutów wciąż jest jednak wypierana. Masowe incydenty łamania prawa ze strony członków SARS doprowadziły w końcu do społecznej frustracji. Pierwsze kampanie za likwidacją elitarnej policji rozpoczęły się w 2016 i były rozprzestrzeniane głównie na mediach społecznościowych i opatrzone hasztagiem #EndSARS.

 

Protesty

W 2017 kampania przeciw SARS zaczęła przybierać na sile, kampania w mediach znacznie się wzmogła, pojawiły się oficjalne listy i pierwsze pokojowe protesty uliczne. Nie odniosły one zamierzonego skutku, pomimo luźnych deklaracji, rząd nie podjął żadnych kroków w celu likwidacji policji, a energia protestujących z czasem słabła. Kontynuowana była jedynie kampania w mediach oraz oficjalny sprzeciw, w który angażowały się różne znane i cenione osoby w kraju oraz poza nim.

 

 

W 2020 ze zdwojoną mocą wybuchła druga fala protestów ulicznych, skupiających się głównie w stolicy - Lagos, ale także wielu innych miastach kraju. Protesty trwają nadal, choć ich największa kumulacja miała miejsce w październiku i listopadzie. Demonstranci zaznaczają, że nie chcą wcale obalić rządu - żądają jedynie usunięcia SARS,  przestrzegania podstawowych wolności obywatelskich oraz spełniania obietnic.

 

Problem policji dał również pretekst do podniesienia innych ważnych dla obywateli kwestii. Do postulatów protestujących dołączyła więc pełna wolność mediów, opanowanie sytuacji na północy państwa, zorganizowanie miejsc pracy, podstawowej opieki socjalnej dla najbiedniejszych, niestosowanie przemocy wobec osób chorych psychicznie (obecnie zdarzają się przypadki, że są one przetrzymywane w więzieniach i zakłuwane w łańcuchy) i lepiej zorganizowana walka z epidemią COVID-19. Wiele spośród oczekiwań protestujących to działania obiecywane przez rząd od dawna, stąd główny zarzut polegający na niespełnianiu obietnic.

Co robi rząd?

Odpowiedzią rządu jest na chwilę obecną obietnica rozwiązania SARS, z którą nie wiążą się jednak żadne działania. Jednocześnie rząd próbuje brutalnie stłumić protesty. Policja strzela do protestujących z armatek wodnych i używa gumowych kul.

 

Mimo że nie przyznaje się do tego oficjalnie, z relacji protestujących wynika, że stosowana jest także prawdziwa amunicja, co potwierdzają październikowe wypadki. Wiemy już na pewno, że są ofiary śmiertelne jesiennej kumulacji demonstracji ulicznych, ich liczba wciąż nie jest jednak dokładnie oszacowana.

 

Rząd wspiera działania policji wydając bankowi centralnemu zarządzenie, by blokował protestującym konta bankowe. Zablokowano też link do legalnej zbiórki finansowej na cel protestów. Oficjalnie była to jedynie konserwacja strony internetowej, która uniemożliwiała jednak poprawne funkcjonowanie wyłącznie tej właśnie zbiórki.

 

 

Interwencja rządu zaszła w październiku tak daleko, że ustalona została godzina policyjna trwająca 24 godziny na dobę (oznaczało to teoretycznie brak możliwości opuszczenia miejsca zamieszkania w jakimkolwiek celu bez specjalnego zezwolenia), a stacje telewizyjne i gazety zaczęły dostawać mandaty za relacjonowanie protestów. Oficjalne, a zarazem wygodne wytłumaczenie dla ograniczeń stanowiła pandemia. Obecnie godzina policyjna została wprawdzie zniesiona, media wciąż spotykają się jednak z rządowymi represjami za obiektywne relacjonowanie sytuacji w kraju.

 

Kto protestuje?

 

Większość demonstrujących stanowili początkowo pokojowo nastawieni młodzi ludzie z chęcią zmiany sytuacji w państwie. Często mówiono o nich, jako o najbardziej wyedukowanej części - bardzo zresztą młodego - społeczeństwa, która wpatrzona jest w USA i Europę, stara się czerpać z nich wzorce i ma tendencje kosmopolityczne.

Stopniowo do protestów dołączają się jednak miejscowe gangi i korzystając z zamieszania w kraju starają się użyć ich do realizacji własnych interesów. Wpływa to bardzo negatywnie na wizerunek protestujących oraz daje policji i rządowi pretekst do jeszcze brutalniejszej interwencji.

 

 

Głównym kanałem komunikacyjnym protestujących pozostają wciąż media społecznościowe. Protesty nie posiadają wyraźnego lidera, są chaotyczne i wybuchają często w niezorganizowany sposób. Świadczy to o silnej frustracji demonstrantów, ale na dłuższą metę stanowi wyraźną przeszkodę w skutecznym działaniu.

 

W ciągu ostatniego roku udało się jednak stworzyć oddolne zbiórki pieniędzy oraz organizacje pomocowe. Istotną rolę odgrywały w nich koalicje feministyczne, które wzięły na siebie zbieranie pieniędzy oraz organizacje niektórych protestów. Przez 9 miesięcy strajkowali też solidarnie wykładowcy na publicznych uczelniach, a czas nauki dla studentów został z tego powodu oficjalnie wydłużony o rok. Mimo, że nie widać na razie końca protestów, Nigeryjczycy nie tracą nadziei, mówiąc o nich z dumą „nasza wersja blacklivesmatter”.

 

#EndSARS movement
25 marca 2021

Powrót do Strony Głównej

Powrót do Bazy Kryzysów

 

SARS (Special Anti Robbery Squad) to elitarna policja nigeryjska podporządkowana bezpośrednio rządowi.

Został stworzony do walki z najcięższymi przestępstwami, takimi jak morderstwa czy napady z bronią w ręku. By zwiększyć możliwości działania SARS, otrzymał on stosunkowo dużą swobodę i został niejako wyjęty spod prawa. Działania na własną rękę coraz częściej stawały się jednak wątpliwe i nie miały już tak dużo wspólnego z interesem państwa. Zaczęły napływać coraz liczniejsze oskarżenia, jakoby członkowie SARS dopuszczali się przemocy i łamania praw człowieka. Mieli oni stosować bezprawne aresztowania, przemoc seksualną, a nawet tortury i morderstwa.

 

Część spośród przestępstw jest już obecnie udowodniona, większość z najprawdopodobniej prawdziwych zarzutów wciąż jest jednak wypierana. Masowe incydenty łamania prawa ze strony członków SARS doprowadziły w końcu do społecznej frustracji. Pierwsze kampanie za likwidacją elitarnej policji rozpoczęły się w 2016 i były rozprzestrzeniane głównie na mediach społecznościowych i opatrzone hasztagiem #EndSARS.

 

Protesty

W 2017 kampania przeciw SARS zaczęła przybierać na sile, kampania w mediach znacznie się wzmogła, pojawiły się oficjalne listy i pierwsze pokojowe protesty uliczne. Nie odniosły one zamierzonego skutku, pomimo luźnych deklaracji, rząd nie podjął żadnych kroków w celu likwidacji policji, a energia protestujących z czasem słabła. Kontynuowana była jedynie kampania w mediach oraz oficjalny sprzeciw, w który angażowały się różne znane i cenione osoby w kraju oraz poza nim.

 

 

 

W 2020 ze zdwojoną mocą wybuchła druga fala protestów ulicznych, skupiających się głównie w stolicy - Lagos, ale także wielu innych miastach kraju. Protesty trwają nadal, choć ich największa kumulacja miała miejsce w październiku i listopadzie. Demonstranci zaznaczają, że nie chcą wcale obalić rządu - żądają jedynie usunięcia SARS,  przestrzegania podstawowych wolności obywatelskich oraz spełniania obietnic.

Problem policji dał również pretekst do podniesienia innych ważnych dla obywateli kwestii. Do postulatów protestujących dołączyła więc pełna wolność mediów, opanowanie sytuacji na północy państwa, zorganizowanie miejsc pracy, podstawowej opieki socjalnej dla najbiedniejszych, niestosowanie przemocy wobec osób chorych psychicznie (obecnie zdarzają się przypadki, że są one przetrzymywane w więzieniach i zakłuwane w łańcuchy) i lepiej zorganizowana walka z epidemią COVID-19.

Wiele spośród oczekiwań protestujących to działania obiecywane przez rząd od dawna, stąd główny zarzut polegający na niespełnianiu obietnic.

 

Co robi rząd?

Odpowiedzią rządu jest na chwilę obecną obietnica rozwiązania SARS, z którą nie wiążą się jednak żadne działania. Jednocześnie rząd próbuje brutalnie stłumić protesty. Policja strzela do protestujących z armatek wodnych i używa gumowych kul.

Mimo że nie przyznaje się do tego oficjalnie, z relacji protestujących wynika, że stosowana jest także prawdziwa amunicja, co potwierdzają październikowe wypadki. Wiemy już na pewno, że są ofiary śmiertelne jesiennej kumulacji demonstracji ulicznych, ich liczba wciąż nie jest jednak dokładnie oszacowana.

Rząd wspiera działania policji wydając bankowi centralnemu zarządzenie, by blokował protestującym konta bankowe. Zablokowano też link do legalnej zbiórki finansowej na cel protestów. Oficjalnie była to jedynie konserwacja strony internetowej, która uniemożliwiała jednak poprawne funkcjonowanie wyłącznie tej właśnie zbiórki.

 

 

 

Interwencja rządu zaszła w październiku tak daleko, że ustalona została godzina policyjna trwająca 24 godziny na dobę (oznaczało to teoretycznie brak możliwości opuszczenia miejsca zamieszkania w jakimkolwiek celu bez specjalnego zezwolenia), a stacje telewizyjne i gazety zaczęły dostawać mandaty za relacjonowanie protestów.

Oficjalne, a zarazem wygodne wytłumaczenie dla ograniczeń stanowiła pandemia. Obecnie godzina policyjna została wprawdzie zniesiona, media wciąż spotykają się jednak z rządowymi represjami za obiektywne relacjonowanie sytuacji w kraju.

 

Kto protestuje?

Większość demonstrujących stanowili początkowo pokojowo nastawieni młodzi ludzie z chęcią zmiany sytuacji w państwie. Często mówiono o nich, jako o najbardziej wyedukowanej części - bardzo zresztą młodego - społeczeństwa, która wpatrzona jest w USA i Europę, stara się czerpać z nich wzorce i ma tendencje kosmopolityczne.

Stopniowo do protestów dołączają się jednak miejscowe gangi i korzystając z zamieszania w kraju starają się użyć ich do realizacji własnych interesów. Wpływa to bardzo negatywnie na wizerunek protestujących oraz daje policji i rządowi pretekst do jeszcze brutalniejszej interwencji.

 

 

Głównym kanałem komunikacyjnym protestujących pozostają wciąż media społecznościowe. Protesty nie posiadają wyraźnego lidera, są chaotyczne i wybuchają często w niezorganizowany sposób. Świadczy to o silnej frustracji demonstrantów, ale na dłuższą metę stanowi wyraźną przeszkodę w skutecznym działaniu.

W ciągu ostatniego roku udało się jednak stworzyć oddolne zbiórki pieniędzy oraz organizacje pomocowe. Istotną rolę odgrywały w nich koalicje feministyczne, które wzięły na siebie zbieranie pieniędzy oraz organizacje niektórych protestów.

Przez 9 miesięcy strajkowali też solidarnie wykładowcy na publicznych uczelniach, a czas nauki dla studentów został z tego powodu oficjalnie wydłużony o rok.

Mimo, że nie widać na razie końca protestów, Nigeryjczycy nie tracą nadziei, mówiąc o nich z dumą „nasza wersja blacklivesmatter”.

 

 

 

                                                                                             Marianna Komornicka