Źródła

Kompas Kryzysowy

Na przestrzeni ostatnich trzech lat 20 - 40 tys zabitych, dziesiątki tysięcy zgwałconych kobiet, setki tysięcy ludzi wyrzuconych ze swoich domów. 1.5 miliona niechcianych, niedożywionych osób mieszkających w obozach uchodźczych bez praw, pracy, edukacji i perspektywy na polepszenie się ich życia.

 

 

 

 

 

 

1.5 mln niechcianych ludzi

Lud Rohingya to licząca około 1.5 miliona osób, muzułmańska grupa etniczna wypchnięta z Mjanmy (wcześniejszej Birmy). To półtora miliona niechcianych, niedożywionych osób przebywających głównie w obozach uchodźczych bez praw, pracy, edukacji i perspektyw na polepszenie się ich życia, które przypomina areszt domowy.

Szczególnie teraz, pod pozorem niebezpieczeństwa związanego z pandemią COVID - 19, pozbawieni są godności i możliwości wyjścia z obozów choćby na spacer czy spotkanie się z bliskimi przebywającymi w innych obozach.

Jak Rohingya znaleźli się w takim położeniu? Ze względu na nienawistne prześladowania, które swoje apogeum osiągnęły w 2017 roku gdy rząd Mjanmy podjął działania, które określić można mianem czystek etnicznych, Rohingya uciekali ze swojego miejsca zamieszkania. W szczególności do Bangladeszu.  

Ze względu na nieustające nienawistne prześladowania, a później w 2017 działania rządu Mjanmy, które określić można mianem czystek etnicznych, Rohingya uciekali ze swojego miejsca zamieszkania do innych krajów, a w większości do graniczącego z Mjanmą Bangladeszu.

Ich położenie w miejscach ucieczki nie są dużo lepsze. Rohingya żyją w nieludzkich warunkach w obozach, a jeden z nich -  w Cox’s Bazar w Bangladeszu jest obecnie najgęściej zaludnionym miejscem na Ziemi, przebywa tam około 700 tysięcy osób. W całym Bangladeszu zaś Rohingya jest ponad 900 tysięcy.

 

Na czym polega problem? 

Mjanma jest krajem, w którym prawie 90% ludności wyznaje buddyzm, jest on wręcz jedyną poprawną religią - ze względu na nacjonalistyczny charakter rządów w Mjanmie. Mniejszości etniczne w większości nie są dobrze traktowane, jednak to Rohingya znienawidzeni są najbardziej - ze względu na liczebność, a także  silne poczucie odrębności kulturowej.  

Rohingya zamieszkują tereny Mjanmy od pokoleń, ale ich pochodzenie nie jest wyjaśnione. Jedna z teorii uznaje, że są oni potomkami imigrantów przybyłych z Bengalu - co mogłoby uzasadniać niechęć obywateli Mjanmy do zajmowania przez Rohingya terenu ich kraju, jednak definitywnie nie usprawiedliwia to niehumanitarnych działań rządu i przyzwolenia na nie społeczeństwa. 

Rząd Mjanmy przyjął narrację, że lud Rohingya powinien mieszkać w graniczącym z Mjanmą  Bangladeszu - jest to bowiem kraj głównie muzułmański, a Rohingya wyznają właśnie Islam.  

Rohingya nie są uznawani nawet za obywateli Mjanmy, dlatego też nie mają żadnych praw, nawet najbardziej podstawowych: pozbawieni są dostępu do edukacji, ochrony zdrowia, osoby z Ludu Rohingya nie mogą zostać zatrudnione, a większość z nich to analfabeci i analfabetki.

Ze względu na rozpaczliwe warunki życia, a także ciągłe prześladowania, już w latach 70-siątych Rohingya zaczęli uciekać, w szczególności do wspomnianego wcześniej Bangladeszu.

Jak się okazuje, w Bangladeszu ich warunki nie są dużo lepsze. Zmuszeni są koczować w obozach, nie akceptowani przez społeczeństwo Bangladeszu, pozbawieni praw do opuszczenia obozów, wykluczeni. Nikt nie myśli o nadaniu im obywatelstwa - wręcz przeciwnie - rząd Bangladeszu próbuje się ich pozbyć.

Sam bowiem Bangladesz znajduje się w trudnej sytuacji; jego, obywatele żyją w ubóstwie, sami mają problem ze znalezieniem pracy. Pracodawcy (m. in. właściciele szwalni) znając ich tragiczne położenie zatrudniają, płacąc głodowe stawki, które nie wystarczają nawet na pokrycie podstawowych kosztów związanych z życiem -  taki pracownik żyje z dnia na dzień, nie martwiąc się o jutro, tylko o dzisiejszą kolację. 

 

Od czego się to wszystko zaczęło?

Już w latach 40 tych Rohingya byli dyskryminowani przez Birmańskich nacjonalistów.

W 1982 roku Rząd Mjanmy ostatecznie pozbawił Rohingya praw obywatelskich. Od tego czasu nie uznaje ludu Rohingya jako grupy etnicznej i traktuje ich jako nielegalnych imigrantów. Nie są obywatelami. Nie widnieją w spisie ludności. Dzieci nie otrzymują edukacji. Dorośli nie mają pracy. Rohingya są całkowicie wykluczeni z życia społecznego. 

W 2011 roku zostały podjęte pierwsze działania w kierunku “demokratyzacji” Mjanmy. Doprowadziło to do zmian politycznych i w 2015 roku dojścia do władzy Aung San Suu Kyi Rząd Aung San Suu Kyi rozwijała kraj i liberalizowała gospodarkę. Rozwój ten - nawet jeśli poszerzał wolność większości obywateli - przyczynił się do wzmocnienia nacjonalizmu Buddyjskiego, pogłębiania się nierówności społecznych, a także jeszcze większego szerzenia się nienawiści wobec Rohingya.

Istotną rolę odegrała platforma Facebook - zarzuca się jej, że nie zareagowała odpowiednio szybko na sianą przez użytkowników nienawiść. 

 

Aung San Suu Kyi - laureatka pokojowej nagrody Nobla stoi na czele rządu prowadzącego czystki etniczne

 

Ludzie paleni żywcem

W 2017 roku wojska rządowe zaatakowały Arakańską Armię Ocalenia Rohingya (ARSA) nazywając ją organizacją terrorystyczną. Tak naprawdę chodziło o wypędzenie Rohingya.

Żołnierze junty palili wioski Rohingya, dziesiątki tysięcy kobiet zostało zgwałconych, zginęło od 20 do nawet 40 tysięcy ludzi, w tym także ludzi palonych żywcem. Junta osiągnęła swój cel - ponad 730 tys. osób uciekło do Bangladeszu, wegetując w obozach uchodźczych po dziś dzień. 

 

 

 

Porozumienie, które nic nie znaczyło… 

W 2018 roku zawarte zostało porozumienie, na mocy którego miało dojść do repatriacji uchodźców koczujących w obozach w Bangladeszu. Rohingya jednak nie chcą wracać do Mjanmy, nie bez powodu z niej uciekali - boją się powtórzenia sytuacji z 2017 roku, a także innego rodzaju prześladowań.

Dlatego też walczą o swoje prawa stawiając warunki m.in. żądają uznania ich obywatelami Mjanmy, co miałoby być gwarantem bezpieczeństwa. Ostatecznie Mjanma odrzuciła porozumienie, do repatriacji nie doszło.

Rohingya chcieliby wrócić tam, skąd zmuszeni byli uciekać. Mimo to - nie mogą, mają wszelkie podstawy, aby nie ufać zapewnieniom Mjanmy, że zacznie ona respektować choćby najbardziej podstawowe prawa człowieka.

Rohingya oczekują więc, że ich repatriację będzie nadzorować niezależna, międzynarodowa organizacja, by nie dochodziło do powtórnego łamania należnych im praw. Włączenie się innych krajów jest konieczne do rozwiązania konfliktu, gdyż ani Mjanma, ani Bangladesz nie chcą Rohingya na swoim terenie. 

Ci zaś z Rohingya, którzy pozostali w Mjanmie - ok. 130 tys. osób - są obecnie przetrzymywani  w niehumanitarnych warunkach w zamkniętym obozie odciętym od innych obywateli Mjanmy.

Jeden z Rohingya w obozie w Mjanmie mówi - “Nie możemy nawet poruszać się jak wolni ludzie... Nie ma tutaj niczego, co można by nazwać wolnością".

 

Wyrok - czy coś się zmieni? 

W styczniu 2020 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, na wspólny wniosek ponad 50 krajów muzułmańskich, stwierdził, iż popełniono zbrodnię i w swoim orzeczeniu zobowiązał rząd Mjanmy do zapewnienia bezpieczeństwa Rohingya pozostałych w kraju jak i bezpiecznego powrotu tych, którzy uciekli do Bangladeszu. Wyrok nie wpłynął jednak w żaden sposób na zmianę sytuacji. 

 

Tonące łódki i wyspa Bhasan Char

W 2019 roku władze Bangladeszu oświadczyły, że nie przyjmą już więcej uchodźców - Rohingya musieli obrać inny cel ucieczki. Pozostali w Mjanmie Rohingya zaczęli uciekać do innych krajów, w szczególności do Malezji, której rząd również nie jest chętny ich przyjmować. Nie nadawał uchodźcom praw, często odsyłał ich do Bangladeszu, którego władza zgodnie ze swą deklaracją, także nie zamierzała ich przyjąć - kazał płynąć gdziekolwiek indziej. W efekcie łódki z Rohingya dryfowały pomiędzy krajami, a duża z nich część utonęła po drodze. 

Bangladesz nie tylko niechętny jest przyjmować nowych uchodźców, ale także pragnie pozbyć się tych już przybyłych. Wbrew stanowczemu sprzeciwowi organizacji międzynarodowych, w 2019 roku rząd Bangladeszu zdecydował o przeniesieniu 100 tys. uchodźców na bezludną dotąd wyspę Bhasan Char - dotąd bezludną, ponieważ w okresie cyklonów była ona całkowicie zalewana, niemal znikała pod wodą z tego zględu, że 

Jako, że deklaracje rządu Bangladeszu o wybudowaniu solidnych wałów przeciwpowodziowych nie zostały potwierdzone przez żadną niezależną relację, organizacje międzynarodowe sprzeciwiały się relokowaniu Rohingya. Ze względu na sprzeciw, rząd  Bangladeszu wycofał się z tego projektu i Rohingya ostatecznie nie zostali przesiedleni na Bhasan Char. 

Jak się jednak okazało na początku grudnia 2020 roku, krytyka organizacji międzynarodowych nie powstrzymała Bangladeszu, a jedynie przesunęła realizację pomysłu w czasie. 

4 grudnia 2020 roku relokowano pierwsze 1600 Rohingya na wyspę Bhasan Char wbrew ich woli. Wcześniej, w  tym samym roku, jakoby “na próbę” zostało przesiedlonych pierwszych 300 Rohingya - Amnesty International donosi, że warunki są niehigieniczne, a racje żywnościowe i opieka zdrowotna bardzo ograniczone - szczególnie, że organizacje humanitarne nie są dopuszczane na wyspę. Rohingya są więc zupełnie odcięci od pomocy z zewnątrz. 

Rohingya nie mają ponadto możliwości kontaktowania się ze swoimi rodzinami - nie mają bowiem dostępu do telefonów. Pojawiają się również doniesienia o molestowaniach. Wątpliwości budzi także to, że pod żadnym pozorem nie wolno im opuszczać wyspy. 

 

Obecna sytuacja Rohingya w Bangladeszu

W 2020 roku, w wielkim obozie Rohingya w Bangladeszu wybuchła epidemia koronawirusa.

W obozach w Bangladeszu trudno o wodę pitną i brakuje mydła, zagrożenie, że nieliczne przypadki koronawirusa urosną  szybko do tysięcy, jest ogromne. Istnieje obawa, że koronawirus w wielkiej skali rozprzestrzeni się na cały Bangladesz. Obecnie w Bangladeszu w obozach przebywa w sumie ponad 860 tys. Rohingya. Nie ma aktualnych, wiarygodnych informacji o sytuacji w obozach uchodźczych również dlatego, iż odcięto internet, a także ograniczono dopuszczaną liczbę przedstawicieli pomocy humanitarnej o 80%.

Dane Bangladeszu z listopada potwierdzają 348 przypadki zachorowań i 10 zgonów. Jednak chorych prawdopodobnie jest wiele więcej. 

 

Co dzieje się aktualnie - pucz wojskowy 

[ Geneza puczu i stosunki junty z aresztowaną przez nią Aung San Suu Kyi są bardzo zawiłe, opisujemy je tutaj skrótowo, gdyż nie odnoszą się one tak bezpośrednio do spraw Rohingya. Dlatego, dla pełnego zrozumienia sytuacji, polecamy skorzystać ze źródeł podawanych przez nas poniżej. ]

W listopadzie 2020 roku wybory ponownie wygrała partia na czele której stoi Aung San Suu Kyi (wcześniej miało to miejsce w 2015 roku), co nie spodobało się juncie, która nadała im miano sfałszowanych.

1 lutego 2021 roku miał miejsce pucz przeprowadzony przez wojskową juntę. Aresztowana została przywódczyni partii rządzącej od 2015 roku - Aung San Suu Kyi wraz z wieloma innymi członkami jej partii m.in. prezydentem Mjanmy. Parlamentarzyści zostali uwięzieni w hotelach poselskich. Cała włąza przeszła w ręce generałą junty - Hlainga. 

W całej Mjanmie wybuchły masowe protesty przeciwko puczowi, a za przywróceniem władzy Aung San Suu Kyi. Junta stara się rozpędzić demonstrację na wszelkie sposoby, często niezwykle brutalnie, stosując m.in. i ostrą amunicję - od początku protestów zginęło ponad 70 młodych osób, bo to głównie oni biorą udział w protestach, a ponad 1.5 tysiąca zostało aresztowanych. 

 

 

W związku z tym nadzieje na jakiekolwiek porozumienie między Bangladeszem, a Mjanmą i powrót Rohingya tylko się oddala. Przecież to junta wojskowa prowadziła czystki w 2017 roku, nawet jeśli odbywały się one podczas sprawowania władzy przez Aung San Suu Kyi była u władzy. Tym bardziej więc niepewni swojego przyszłego losu, Rohingya pozostawieni są sami sobie. 

Lud Rohingya
24 marca 2021

Powrót do Strony Głównej

Powrót do Bazy Kryzysów

Półtora miliona niechcianych ludzi

Lud Rohingya to licząca około 1.5 miliona osób, muzułmańska grupa etniczna wypchnięta z Mjanmy (wcześniejszej Birmy). To półtora miliona niechcianych, niedożywionych osób przebywających głównie w obozach uchodźczych bez praw, pracy, edukacji i perspektyw na polepszenie się ich życia, które przypomina areszt domowy.

Szczególnie teraz, pod pozorem niebezpieczeństwa związanego z pandemią COVID - 19, pozbawieni są godności i możliwości wyjścia z obozów choćby na spacer czy spotkanie się z bliskimi przebywającymi w innych obozach.

 

Obóz w Cox's Bazar w Bangladeszu

 

Jak Rohingya znaleźli się w takim położeniu?

Ze względu na nieustające nienawistne prześladowania, a później w 2017 działania rządu Mjanmy, które określić można mianem czystek etnicznych, Rohingya uciekali ze swojego miejsca zamieszkania do innych krajów, a w większości do graniczącego z Mjanmą Bangladeszu.

Ich położenie w miejscach ucieczki nie jest wiele lepsze. Rohingya żyją w nieludzkich warunkach w obozach uchodźczych, a jeden z nich -  w Cox’s Bazar w Bangladeszu, jest obecnie najgęściej zaludnionym miejscem na Ziemi, przebywa tam około 700 tysięcy osób. W całym Bangladeszu zaś Rohingya jest ponad 900 tysięcy.

 

Na czym polega problem? 

Mjanma jest krajem, w którym prawie 90% ludności wyznaje buddyzm, jest on wręcz jedyną uznawaną religią - ze względu na nacjonalistyczny charakter rządów w Mjanmie. Mniejszości etniczne doznają tam dyskryminacji, a Rohingya znienawidzeni są najbardziej - ze względu na liczebność, a także  silne poczucie odrębności kulturowej.  

Rohingya zamieszkują tereny Mjanmy od pokoleń, ale ich pochodzenie nie jest wyjaśnione. Jedna z teorii uznaje, że są oni potomkami imigrantów przybyłych z Bengalu - co mogłoby uzasadniać niechęć obywateli Mjanmy do zajmowania przez Rohingya terenu ich kraju, jednak definitywnie nie usprawiedliwia to niehumanitarnych działań rządu i przyzwolenia na nie społeczeństwa. 

 

Mjanma

 

Rząd Mjanmy przyjął narrację, że lud Rohingya powinien mieszkać w graniczącym z Mjanmą  Bangladeszu - jest to bowiem kraj głównie muzułmański, a Rohingya wyznają właśnie Islam.  

Rohingya nie są uznawani nawet za obywateli Mjanmy, dlatego też nie mają żadnych praw, nawet najbardziej podstawowych: pozbawieni są dostępu do edukacji, ochrony zdrowia, osoby z Ludu Rohingya nie mogą zostać zatrudnione, a większość z nich to analfabeci i analfabetki.

Ze względu na rozpaczliwe warunki życia, a także ciągłe prześladowania, już w latach 70-siątych Rohingya zaczęli uciekać, w szczególności do wspomnianego wcześniej Bangladeszu.

Jak się okazuje, w Bangladeszu ich warunki życia nie są dużo lepsze. Nieakceptowani przez bangladeskie społeczeństwo, zmuszeni są koczować w obozach, pozbawieni praw do opuszczenia obozów, wykluczeni. Nikt nie myśli o nadaniu im obywatelstwa - wręcz przeciwnie - rząd Bangladeszu próbuje się ich pozbyć.

Sam bowiem Bangladesz znajduje się w trudnej sytuacji - jego obywatele żyją w ubóstwie, sami mają problem ze znalezieniem pracy. Pracodawcy, (m. in. właściciele szwalni) znając ich tragiczne położenie, zatrudniają, płacąc głodowe stawki, które nie wystarczają nawet na pokrycie podstawowych kosztów związanych z życiem -  przeciętny bangladeski  pracownik żyje z dnia na dzień, nie martwiąc się o jutro, tylko o dzisiejszą kolację. 

 

Od czego się to wszystko zaczęło?

Już w latach 40 tych Rohingya byli dyskryminowani przez Birmańskich nacjonalistów.

 

 

W 1982 roku Rząd Mjanmy ostatecznie pozbawił Rohingya praw obywatelskich. Od tego czasu nie uznaje ludu Rohingya jako grupy etnicznej i traktuje ich jako nielegalnych imigrantów. Nie są obywatelami. Nie widnieją w spisie ludności. Dzieci nie otrzymują edukacji. Dorośli nie mają pracy. Rohingya są całkowicie wykluczeni z życia społecznego. 

W 2011 roku zostały podjęte pierwsze działania w kierunku “demokratyzacji” Mjanmy. Doprowadziło to do zmian politycznych i w 2015 roku dojścia do władzy Aung San Suu, która rozwijała kraj i liberalizowała gospodarkę. Rozwój ten - nawet jeśli poszerzał wolność większości obywateli - przyczynił się do wzmocnienia nacjonalizmu buddyjskiego, pogłębiania się nierówności społecznych, a także jeszcze większego szerzenia się nienawiści wobec Rohingya.

Istotną rolę odegrała platforma Facebook - jej administratorom zarzuca się, że nie zareagowali odpowiednio szybko na sianą przez użytkowników nienawiść. 

 

Aung San Suu Kyi - laureatka pokojowej nagrody Nobla,  stojąca na czele rządu, który prowadzi czystki etniczne

 

Ludzie paleni żywcem

W 2017 roku wojska rządowe zaatakowały Arakańską Armię Ocalenia Rohingya (ARSA), nazywając ją organizacją terrorystyczną. Tak naprawdę chodziło o wypędzenie Rohingya.

Żołnierze junty palili wioski Rohingya, dziesiątki tysięcy kobiet zostało zgwałconych, zginęło od 20 do nawet 40 tysięcy ludzi, w tym także ludzi palonych żywcem. Junta osiągnęła swój cel - ponad 730 tys. osób uciekło do Bangladeszu, wegetując w obozach uchodźczych po dziś dzień. 

 

Uciekający Rohingya

 

Porozumienie, które nic nie znaczyło… 

W 2018 roku zawarte zostało porozumienie, na mocy którego miało dojść do repatriacji uchodźców koczujących w obozach w Bangladeszu. Rohingya jednak nie chcą wracać do Mjanmy, nie bez powodu z niej uciekali - boją się powtórzenia sytuacji z 2017 roku, a także innego rodzaju prześladowań.

Dlatego też walczą o swoje prawa stawiając warunki -  m.in. żądają uznania ich obywatelami Mjanmy, co miałoby być gwarantem bezpieczeństwa. Ostatecznie Mjanma odrzuciła porozumienie, do repatriacji nie doszło.

Rohingya chcieliby wrócić tam, skąd zmuszeni byli uciekać. Mimo to - nie mogą, mają wszelkie podstawy, aby nie ufać zapewnieniom Mjanmy, że zacznie ona respektować choćby najbardziej podstawowe prawa człowieka.

Rohingya oczekują więc, że ich repatriację będzie nadzorować niezależna, międzynarodowa organizacja, by nie dochodziło do powtórnego łamania należnych im praw. Włączenie się innych krajów jest konieczne do rozwiązania konfliktu, gdyż ani Mjanma, ani Bangladesz nie chcą Rohingya na swoim terenie. 

Ci zaś z Rohingya, którzy pozostali w Mjanmie - ok. 130 tys. osób - są obecnie przetrzymywani  w niehumanitarnych warunkach, w zamkniętym obozie odciętym od innych obywateli Mjanmy.

Jeden z Rohingya w obozie w Mjanmie mówi - “Nie mamy nawet prawa do przemieszczania się, jak wszyscy wolni ludzie... Nie istnieje tutaj coś takiego jak wolność".

 

Wyrok - czy coś się zmieni? 

W styczniu 2020 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, na wspólny wniosek ponad 50 krajów muzułmańskich, stwierdził, iż w Mjanmie popełniono zbrodnię i w swoim orzeczeniu zobowiązał rząd Mjanmy do zapewnienia bezpieczeństwa Rohingya pozostałych w kraju, jak i bezpiecznego powrotu tych, którzy uciekli do Bangladeszu. Wyrok nie wpłynął jednak w żaden sposób na zmianę sytuacji. 

 

Tonące łódki i wyspa Bhasan Char

W 2019 roku władze Bangladeszu oświadczyły, że nie przyjmą już więcej uchodźców - Rohingya musieli obrać inny cel ucieczki. Pozostali w Mjanmie Rohingya zaczęli uciekać do innych krajów, w szczególności do Malezji, której rząd również nie był chętny na ich przyjęcie. Nie nadawał uchodźcom praw, często odsyłał ich do Bangladeszu, którego władza zgodnie ze swą deklaracją, także nie zamierzała ich przyjąć - kazał płynąć gdziekolwiek indziej. W efekcie łódki z Rohingya dryfowały pomiędzy krajami a duża ich część utonęła po drodze. 

 

Łódka z uchodźcami Rohingya

 

Bangladesz nie tylko odmawia przyjęcia nowych uchodźców, ale także pragnie pozbyć się tych już przybyłych. Wbrew stanowczemu sprzeciwowi organizacji międzynarodowych, w 2019 roku rząd Bangladeszu zdecydował o przeniesieniu 100 tys. uchodźców na bezludną dotąd wyspę Bhasan Char - dotąd bezludną, ponieważ w okresie cyklonów była ona całkowicie zalewana, niemal znikała pod wodą.

Jako że deklaracje rządu Bangladeszu o wybudowaniu solidnych wałów przeciwpowodziowych nie zostały potwierdzone przez żadną niezależną relację, organizacje międzynarodowe sprzeciwiały się relokowaniu Rohingya. Ze względu na sprzeciw rząd  Bangladeszu wycofał się z tego projektu i Rohingya ostatecznie nie zostali przesiedleni na Bhasan Char. 

Jak się jednak okazało na początku grudnia 2020 roku, krytyka organizacji międzynarodowych nie powstrzymała Bangladeszu, a jedynie przesunęła realizację pomysłu w czasie. 

4 grudnia 2020 roku relokowano pierwszych 1600 Rohingya na wyspę Bhasan Char wbrew ich woli. Wcześniej, w  tym samym roku rzekomo “na próbę” zostało tam przesiedlonych 300 Rohingya - Amnesty International donosi, że warunki na wyspie są niehigieniczne, a racje żywnościowe i opieka zdrowotna bardzo ograniczone - szczególnie, że organizacje humanitarne nie są dopuszczane na wyspę. Rohingya są więc zupełnie odcięci od pomocy z zewnątrz. 

Nie mają ponadto możliwości kontaktowania się ze swoimi rodzinami - nie mają bowiem dostępu do telefonów. Pojawiają się również doniesienia o molestowaniach. Wątpliwości budzi także to, że pod żadnym pozorem nie wolno im opuszczać wyspy. 

 

Obecna sytuacja Rohingya w Bangladeszu

 

 

W 2020 roku w wielkim obozie Rohingya w Bangladeszu wybuchła epidemia koronawirusa.

W obozach w Bangladeszu trudno o wodę pitną i brakuje mydła - zagrożenie, że nieliczne przypadki koronawirusa urosną  szybko do tysięcy, jest ogromne. Istnieje obawa, że koronawirus na wielką skalę rozprzestrzeni się na cały Bangladesz. Obecnie w Bangladeszu, w obozach przebywa w sumie ponad 860 tys. Rohingya. Nie ma aktualnych, wiarygodnych informacji o sytuacji w obozach uchodźczych również dlatego, iż odcięto internet, a także ograniczono dopuszczaną liczbę przedstawicieli pomocy humanitarnej o 80%.

Dane Bangladeszu z listopada potwierdzają 348 przypadki zachorowań i 10 zgonów. Jednak chorych prawdopodobnie jest o wiele więcej. 

 

Co dzieje się aktualnie - krótko o puczu wojskowym

W listopadzie 2020 roku wybory ponownie wygrała partia na czele której stoi Aung San Suu Kyi (wcześniej miało to miejsce w 2015 roku), co nie spodobało się juncie, która nadała im miano sfałszowanych.

1 lutego 2021 roku miał miejsce pucz przeprowadzony przez wojskową juntę. Aresztowana została Aung San Suu Kyi wraz z wieloma innymi członkami jej partii m.in. prezydentem Mjanmy. Parlamentarzyści zostali uwięzieni w hotelach poselskich. Cała władza przeszła w ręce generałą junty - Hlainga. 

W całej Mjanmie wybuchły masowe protesty przeciwko puczowi a za przywróceniem władzy Aung San Suu Kyi. Junta stara się rozpędzić demonstrację na wszelkie sposoby, często niezwykle brutalnie, stosując m.in. ostrą amunicję - od początku protestów zginęło ponad 70 młodych osób - to głównie one biorą udział w protestach - a ponad 1.5 tysiąca zostało aresztowanych. 

 

Pokojowa manifestacja w Naypyidaw (stolica Mjanmy) przeciwko puczowi wojskowemu

 

W związku puczem nadzieja na jakiekolwiek porozumienie między Bangladeszem a Mjanmą i powrót Rohingya tylko się oddala. Przecież to junta wojskowa prowadziła czystki w 2017 roku, nawet jeśli odbywały się one podczas sprawowania władzy przez Aung San Suu Kyi. Tym bardziej więc niepewni swojego przyszłego losu, Rohingya pozostawieni są sami sobie.